nowości w bibliotece

01.2019

SPRAWA N

autor: PRUS KRZYSZTOF

rodzaj utworu: dramat

klasyfikacja gatunkowa: DRAMAT

informacje dodatkowe: Osoby: Sąd- Sędziowska Trójca, Prokurator, Adwokat, A także my Sędziowie Potomni; Świadkowie oskarżeni- Kazimiera Iłłakowiczówna, Stanisław Stroński, Józef Piłsudski; Świadkowie obrony- Kordian, Mefistofeles, Gehenna.

liczba stron: 56 s. ;

odbiorcy: Dorośli.

sygnatura: 12845

"Sędziów nie musimy widzieć - dość słyszeć ich głosy. Za to obrońca i oskarżyciel są do bólu realni, zamknięci w aktorskim ciele. A zatem w przedstawieniu musi grać co najmniej dwóch aktorów. Lepiej, żeby było ich pięcioro. Trójka świadków - w zależności od decyzji reżysera - stawia się na rozprawie ciałem, snem lub marą nikczemną" - takie reguły świata przedstawionego w "Sprawie N" wyznacza autor. Na Sądzie Ostatecznym z siedzibą w teatrze, z widzami jako "sędziami potomnymi" odbywa się rozprawa rewizyjna w sprawie z grudnia 1922 o morderstwo Gabriela Narutowicza. Prokurator zamierza wykazać, że wbrew wcześniejszym - i powszechnienie znanym ustaleniom - Eligiusz Niewiadomski planując zamach, nie działał sam, że zataił udział osób trzecich (w domyśle szerokich rzesz polskiego społeczeństwa). Adwokat nie zgadza się na odebranie jego klientowi sławy zabójcy pierwszego polskiego prezydenta. Sąd nie może powołać na świadka Gabriela Narutowicza, gdyż ten deklarował się jako ateista, a Adwokat opisując kulisy wyboru Narutowicza na prezydenta kategorycznie sprzeciwia się przywoływaniu osoby niewierzącej, czyli "nieubezpieczonej na życie wieczne". Na świadka wezwana zostaje niewidoma staruszka - Kazimiera Iłłakowiczówna, która precyzyjnie opisuje ostatnie chwile prezydenta, którego ciało podtrzymywała po zamachu. W ogniu pytań tak ze strony Prokuratora, jak Adwokata zaprezentowana zostaje postać poetki, szczegóły tragicznego dnia, jak i wyjaśnienie dlaczego nie ma na sali zabójcy - Niewiadomski zrezygnował z obrony, a skazując się na pewną śmierć popełnił niejako samobójstwo, co karane jest wieczystym unicestwieniem. Na kolejnego świadka wezwany zostaje Stanisław Stroiński - autor określenia "cud nad Wisłą", poseł na sejm z ramienia narodowej demokracji i jeden z najbardziej opiniotwórczych dziennikarzy dwudziestolecia międzywojennego. Autor kilkunastu artykułów krytykujących i wyśmiewających wybór Narutowicza na prezydenta "za sprawą Żydów, Niemców, i Ukraińców, a przeciw większości posłów polskich". Prokurator usiłuje wykazać jego pośredni udział w zamachu, każąc mu czytać fragmenty jego publikowanych tuż przed zamachem artykułów - napastliwych i podżegających do zmiany stanu rzeczy. Adwokat zaś próbuje udowodnić, że nie czytano Stroińskiego dokładnie i ze zrozumieniem, że ta śmierć najbardziej zaszkodziła polskiej prawicy, na dowód czego cytuje wiersz Tuwima "Pogrzeb prezydenta Narutowicza". Jako ostatni świadek oskarżenia zjawia się Józef Piłsudski. Prokurator proponuje zmianę porządku i pozwala Adwokatowi jako pierwszemu przepytać marszałka. Ten zaś udowadnia, że Piłsudski nigdy nikogo nie słuchał, że zawsze zasłaniał się ojczyzną i narodem, a tak naprawdę realizował swoje ambicje, że zdradzał i zmieniał poglądy, przyjaciół oraz żony jak mu było wygodnie i wnioskuje o wykluczenie go z procesu jako osoby "niezdolnej do przestrzegania jakichkolwiek złożonych przysiąg". Sąd oddala sprzeciw i pozwala Prokuratorowi na zadawanie pytań. Oskarżyciel przytaczając szczegóły biograficzne zarówno dotyczące Niewiadomskiego, jak Piłsudskiego pokazuje, jak obaj panowie, niemalże równolatkowie, byli do siebie podobni w poglądach i przekonaniach. Próbuje dowieść, jak bardzo Piłsudskiemu zależało na sprawowaniu realnej władzy i jak bezwzględnie usuwał wszystkich, którzy mogliby mu w tym przeszkodzić. Peroruje, że Polacy zawsze muszą mieć wroga, a jak go brakuje na zewnątrz to tworzą sobie w środku. A na koniec za stan rzeczy obarcza duchowych ojców takiego narodu, ze szczególnym uwzględnieniem Juliusza Słowackiego, z poezji którego cytat marszałek kazał wyryć na grobie matki, gdzie pochowano jego serce. W tym momencie swoich świadków wzywa diabeł-Adwokat. Na Sali zjawiają się Kordian, Mefistofeles i Gehenna - postaci z "Kordiana", "ale jakieś postarzałe, złachmacone, ubrane w dresy, ortaliony, mohery". Od wybuchu wolnej Polski w 1989 roku wegetują na wiecznej emigracji. Trudno się z nimi porozumieć. Gehenna ożywia się tylko, gdy wyjmuje z worka maskotki nazywane zdrobnieniami imion kolejnych polskich prezydentów, wszystkich oprócz Gabrysia. Adwokat dowodzi, że Niewiadomski wychowany wśród obrazów i symboli, chciał swoim czynem obudzić "prawdziwie polskie serca". Wzywa na świadka Prokuratora, przekonując, że nawet aniołowie walczą nie dobrym czynem, a mieczem. W mowach końcowych Prokurator wnosi o uznanie zabójstwa Narutowicza "za zbrodnię rytualną, mord założycielskim dla niepodległej Polski, w którym współudział ma wielomilionowa rzesza Polaków" i odebranie Polakom koncesji na chrześcijaństwo, Adwokat zaś wzywa do kochania: ziemi, historii, wolności i niepodległości. Sędziowie potomni - wydajcie sprawiedliwy wyrok.